Dociekliwy
Zanim cokolwiek zaprojektuję, chcę zrozumieć Twój obiekt: kto do Ciebie przyjeżdża, jak Cię znajduje i o co pyta, zanim zarezerwuje. Dopytuję, bo dobra strona zaczyna się od dobrych pytań, a nie od wyboru kolorów.
Robię strony dla ludzi, którzy prowadzą domki, apartamenty i pensjonaty. Nie jestem agencją, w której sprzedaje jedna osoba, a projektuje druga. Ze mną rozmawiasz od pierwszego telefonu do dnia, w którym strona działa. I to ja odpowiadam za efekt.
Zanim cokolwiek zaprojektuję, chcę zrozumieć Twój obiekt: kto do Ciebie przyjeżdża, jak Cię znajduje i o co pyta, zanim zarezerwuje. Dopytuję, bo dobra strona zaczyna się od dobrych pytań, a nie od wyboru kolorów.
Nie oddaję strony, która „prawie działa”. Oglądam każdy szczegół oczami gościa, który przegląda ją na telefonie, w biegu. Z takich drobiazgów bierze się wrażenie, że obiekt jest zadbany, a właściciel wie, co robi.
Podaję termin na starcie i się go trzymam. Jeśli czekam na zdjęcia albo opisy, mówię o tym od razu, żeby nic nie przesuwało się po cichu.
Od pierwszej rozmowy wiesz, ile zapłacisz, co dostaniesz i na jakim etapie jest Twoja strona. Tłumaczę po ludzku, bez technicznego żargonu. Umowę i fakturę dostajesz zawsze.
Kupując stronę, wybierasz też człowieka, który ją zrobi. Chcę, żeby już po pierwszej rozmowie było jasne, że możesz na mnie liczyć.
Bo tu strona ma jasne zadanie: przyprowadzić gościa, który napisze prosto do Ciebie, a nie przez portal z prowizją.
Przejrzałem i oceniłem strony ponad stu obiektów nad Bałtykiem, więc wiem, jak wypada przeciętna strona w tej branży i co zrobić, żeby się od niej odróżnić.
Zaufali mi właściciele domków nad morzem i agroturystyki, a poza tą branżą także muzyk i akademia muzyczna we Włoszech.
Piszę je, bo wolę klienta, który rozumie, za co płaci. Czytaj śmiało, nawet jeśli nie planujesz ze mną współpracy.
Zadzwoń albo napisz. Rozmowa do niczego Cię nie zobowiązuje: powiem szczerze, co bym zrobił, ile to kosztuje i czy w ogóle warto.